Zamknięcie w metalowej tubie na kilkanaście godzin to dla większości pasażerów test wytrzymałości psychicznej i fizycznej, a nie luksusowa podróż nad chmurami. Problem nie polega jedynie na braku przestrzeni, ale na totalnej utracie kontroli nad własnym otoczeniem, rytmem dnia i jakością wdychanego powietrza. Aby wyjść z samolotu w stanie relatywnej używalności, należy porzucić naiwne przekonanie, że czas jakoś przeminie samoczynnie. Strategia przetrwania zaczyna się w momencie pakowania bagażu podręcznego, a jej fundamentem jest zrozumienie biologicznych ograniczeń ludzkiego organizmu, który nie został zaprojektowany do przebywania na wysokości dziesięciu tysięcy metrów w pozycji siedzącej przez połowę doby.